• Wpisów:218
  • Średnio co: 10 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 00:01
  • Licznik odwiedzin:5 844 / 2221 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Za tydzień maleństwo będzie miało już 3 miesiące. Czas zdecydowanie za szybko leci!
Ubranka na 3+ miesiąca juz nosi, gaworzy i rechocze haha.
W przyszłym tygodniu również czeka nas kolejne szczeoienie, aż się boje bo z tygo ci widziałam to chyba będą 2 zastrztki!!!!i płyn do picia. Biedna kruszynka . Za to wreszcie po ponad 8 tygodniach udało nam się dostać Nutramigen na receptę od lekarza. Nie obyło się bez prywatnej wizyty u pediatry ale przynajmniej udało się coś osiągnąć. Jeszcze dla pewności sami kupiliśmy mleko dla niej bez białka mleka krowiego i rezultat był taki,że na nastepny dzień wysypka z buzki zaczęła blednac. Mam tylko nadzieje, że z tego wyrośnie. Czeka nas teraz wityta u angielskiego pediatry w związku z mleczkiem i znamieniem które ma na nosku i teraz jeszcze na boczku.
Planuje również zacząć piec na zamówienie. Z tego ci słyszę to dobrze piekę, wiec czemu nie skorzystac kiedy można sobie dorobić .
Tęsknię juz trochę za rodzina, tutaj cały czas sama siedzę, nie na nikogo bliskiego. Momentami to aż ryczec się chce kiedy przez większość tygodnia tylko z dzieckiem gadasz ...facet w pracy, a jak nie to zmęczony nawet z mala za dużo nie spędza czasu i później jest zdziwiony ze ona jak jest z nim to jest niespokojna. Ach szkoda gadać
 

 
Bardzo długo mnie tu nie było.Pojawienie się maleństwa redukuje posiadanie czasu dla siebie z 100% do 2% . Nie narzekam bo nie ma nic piękniejszego na świecie jak macierzyństwo.
W planie miałam pracować do połowy listopada ale macierzyńskie zaczęłam w połowie października.Codzienne wstawanie o 6 i powroty po 19 wykańczały mnie, na dodatek ogromny brzusio nie polepszał sprawy. Mojemu partnerowi doszło parę nowych obowiązków hahaha golenie mi nóg oraz ubieranie i ściąganie butów. Ostatnie tygodnie przed porodem były obfite w wizyty u lakarza. Praktycznie codziennie przez 2 tygodnie musiałam jeździć na drugi koniec miasta . Wiec to chyba w pewnym stopniu pomogło przyśpieszyć poród.
Kruszynka urodziła się pod koniec listopada, 4 tygodnie przed terminem. Poród był wywołany ponieważ wody zaczęły mi się sączyć. Temat porodu wolę ominąć, trauma na długi czas. Pomimo tego,że robili wszystko abym urodziła naturalnie, skończyło się cesarką. Maleństwo urodziło się ważąc 3.280g, ciekawe ile ważyłaby jakbym ją donosiłam? ;P
W szpitalu spędziliśmy 5 dni, włącznie z wywoływaniem.
Teraz ma prawie 10 tygodni, rośnie jak na drożdżach, waga obecna prawie 6 kilo. Niestety jest na mleku modyfikowanym bo od małego taki apetyt ma, że nie dawałam rady jej wykarmić, a po drugie lubiła spać podczas karmienia co wydłużało całe karmienie.
Jesteśmy już po pierwszej serii szczepień. Płacz był ogromny, dostała płyn oraz 3!!!zastrzyki. Miśka była dzielna, ale niestety bez płaczu się nie obyło. Strasznie było mi jej szkoda, szczególnie że później miała gorączkę przez 2 dni. Kolejne szczepienie za 2 tygodnie.
Robi się z niej taka gaduła i śmieszka ). Z każdym dniem zachodzi w niej tyle zmian, codziennie uczy się czegoś nowego.
 

 
Czy wy mamuśki miałyscie syndrom wicia gniazda w ciąży? Mój się chyba zaczął. Mam ochotę wszystko wysprzatac, poukładać i przygotować dla dzidzi mieszkanko. Wczoraj tak mnie nosiło, że jak wpadłam w wir sprzątania to myślałam, że nie skończę. Niestety skończyć musiałam w połowie moich starań, bo jak wpadłam do łazienki i zaczęłam tam buszować to skończyło się to wizytą na emergency z pęknięciem kości w stopie . Teraz noszę gustowne obuwie ortopedyczne z dwiema kulami,siedzę w domu i czekam na telefon od ortopedy co mi powie czy zakładamy gips czy zostawiamy usztywnione
Ja to mam chyba jakiegoś pecha. Jitro mam mieć usg6i chyba pół dnia będę tam iść, bo tępo mam teraz zawrotne i na dodatek w piątek lot do Polski.
To chyba jakiś fatum jest..
 

 
Ah no i jeszcze jedna ważna rzecz.
W przyszły wtorek dowiemy się jakiej płci będziemy mieć dzidziusia nie mogę się doczekać kiedy znowu zobaczę moje maleństwo i upewnie się ze wszystko jest dobrze.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jasna dupa. Jak nie urok to... Wszyscy mówią, ze ciąża to piękny stan ale u mnie zawsze coś się dzieje. Po mdłościach nadszedł czas na jazdy z ciśnieniem. Takich skoków ciśnienia w życiu nie miałam. Zaczęłam je sobie mierzyć codziennie i średnio w stanie spoczynku mam 145/90 a jak zacznę coś robić to od 150 w górę. Padać na twarz można normalnie. W środę mam spotkanie z położną może uda się coś z tym zrobić bo w przyszły piątek mam lecieć do Polski, co w tym momencie jest bardzo wątpliwe. Zobaczymy. Trzymajcie kciuki
 

 
15 tydzien.
Pierwsze USG mielismy zrobione w polowie 12 tygodnia. Niestety plci nie dalo sie wykryc, za to dzidzia dala popis swojej aktywnosci podczas badania. Doslownie nie mogli zrobic rzadnych pomiarow. Meczyli mnie pol godziny,nawet zmiany pozycji nic nie daly. Za tydzien mam badanie krwi any sprawdzic ryzyko Zespolu Downa u dzidzi, bo na skanie nie mogli.
Za to za miesiac many kolejny skan na ktorym poznamy plec, przynajmniej mam taka nadzieje
Do 10 tygodnia nie narzekalam na ciazowe dolegliwosci oprocz zmeczenia, ale rowno of 10 od tygodnia zaczela sie jazda. Mdlosci mialam caly dzien,czasem w nocy krecenie w zoladku potrafily mnie obudzic. Dostalam of lekarza leki na uspokojenie tego I moglam zaczac jakos funkcjonowac.
Jezeli chodzi o zachcianki to raczej ich nie mam. Fakt, troche sie zmienilo w mojej diecie, dzidzia nie lubi miesa wiec nie jem go, a jak juz to badzo malo, czekolada tez przestala byc moim ulubionym smakolykiem, rowniez ryby sa bleeee... Czasem mam dni kiedy mama faze na soki warzywne I pije je przez kilka dni bez przerwy, albo pomidory. Zamiast slodyczy jem duuuzo owocow, szczegolnie arbuzow.
Brzusio zaczal mi rosnac, ostatnio wybralam sie po spodnie ciazowe i kupilam pare sukienek. Przydadza sie na urlop w Polsce, na ktorym wybieram sie 3 dni po skanie. Lece na tydzien, w planie jest kupno wozka i odpoczynek. Kolejna wizyta w kraju pewnie bedzie dopiero po porodzie, bo teraz lece juz pod koniec 5 miesiaca i pozniej potrzebne sate wszystkie zgody od lekarzy i wszystko moze sie stac. Na szczescie rodzice przyleca do mnie pomoc mi na poczatku po porodzie a ze to bedzie w czasie swiat to posiedza dluzej .
 

 
Jutro zaczynamy 7 tydzień Cały czas ciężko mi uwierzyć że noszę w sobie dzidziusia. Do tego momentu wszystko szło całkiem nieźle. Męczyło mnie tylko zmęczenie i powiększający się biust. Dzisiaj za to jest już gorzej. Zaczęły się wymioty i dość kiepsko się czuje. Nawet po wodzie mi jest źle, w nocy potrafię się parę razy budzić bo tak mi niedobrze.
Przez ostatnie dni męczyły mnie delikatne nudności. Już mojemu mężczyźnie powiedziałam że to wszystko jego wina i więcej nie dam się tak urządzić; ), ale pewnie i tak będzie jeszcze jeden dzidziuś.
Spać mogę na stojąco, nie mam pojęcia jak to się dzieje ale potrafię coś robić i się nagle wyłączam. Hahah mój mi mówi że śmiesznie wtedy wyglądam.
21 maja mam wizytę w szpitalu z położną, chyba jeszcze skanu nie będzie bo będę w 10 tygodniu a tutaj robia około 12.
 

 
W piatek zaczelismy 5 tydzien . W piatek rowniez bylismy na USG w polskiej przychodni. Pan doktor powiedzial, ze jajeczko dobrze die zagniezdzilo I zaprosil nas za 3 tygodnie na ponowne USG aby zobaczyc dzidziusia . Niestety kazde takie zdjecie kosztuje £100, I chyba poczekamy go za okolo 5 tygodni mam skan z NHS.
Jezeli chodzi o samopoczucie to jest dobrze. Poki co meczy mnie tylko zmeczenie, nie mam ochoty na slodkie i chce mi sie czesto pic oraz chodzic do toalety.
W glowie mam duzo pytan I o wiele spraw sie martwie. Nie wazne czy bedzie t chlopiec czy dziewczynka, najwazniejsze aby bylo zdrowe
 

 
Tak jak pisałam wcześniej póki co nie dużo mam tych symptomów ale to dopiero 3-4 tydzień, wiec wszystko przede mną .
Póki co jestem non stop zmęczona,nie mogę spać, chce mi się pić, i mój biust jest tkliwy oraz troche się powiększył.
Biorę wszystkie możliwe witaminy juz od paru miesięcy ale i tak pewnie jeszcze będą robić badania krwi.
 

 
Jak ten czas szybko leci. Już po świętach. Tak długo na nie czekałam, na te 2 extra dni odpoczynku. Niestety okazały się one niewystarczające i wzięłam sobie wolne do końca tygodnia. Wiec jutro wracam do pracy.
Święta spędziliśmy u rodziców mojego misiaczka, wić nic nie musiałam szykować, tylko upieklam 2 ciasta i zrobiłam 2 sałatki. Apetytu w ogóle nie miałam i przy stole marzyłam tylko o tym aby iść spać.
Poniedziałek wielkanocny nie był lepszy. Naszła mnie ochota na spacer, pogoda była piękna wiec moje kochanie poszło się szykować. Jak zszedł na dół ujrzał mnie śpiąca na kanapie i tyle było ze spaceru .
W środę widziałam się z koleżanką, zjadlysmy pyszne ciasto jogurtowe,które sama upiekla i dostałam przepis Jupiii. Byłyśmy na spacerze z jej córeczka a moja chrzesniaczka. Jak wróciłam do domu to przygotowałam obiad. Oczywiście chciało mi się spać ale nie zrobiłam sobie drzemki za to jak na złość w nocy spać nie mogłam.
W piątek wybrałam się na miasto po owoce od farmerów i poszłam na obiad, naszła mnie ochotę na wolowinke mniam mniam.
Po powrocie do domu coś mnie podkusilo aby zrobić test ciążowy. Wynik POZYTYWNY!!!! Całe moje złe samopoczucie zostało usprawiedliwione.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Manchester wita wiosnę z otwartymi ramionami. Na szczęście mogę w pełni korzystać z pogody bo mam urlop . Kurt juz w szafie, balerinki odświeżone i można ruszać na spacer, jak to mówi mój mężczyzna opalic facebooka
Właśnie jestem w drodze do koleżanki i mojego slodziaka na plotki i coś slodkiego. W planach jest też spacer.
A jak pogoda u Was?
 

 
Hej Kochani. Co u Was słychać?
U mnie duuuuzo pracy między innymi związanej z dodatkowymi obowiązkami oraz porzadkami w kadrze nastała pora zwolnień. Ja na szczescie nie mam się o co obawiać ale jak sami wiemy sytuacja jest trochę nerwowa i wielu się ona udziela.
W domku powoli wszystko wychodzi na prostą. Podjęliśmy z moim M. że czas zacząć starać się o maleństwo tak więc pracujemy. Jedna próba już wyszła pozytywnie ale niestety trochę się przepracowałam i stało się nieszczęście. Może tym razem się uda. Teraz wiem, że muszę się bardzo oszczędzać. Miałam już badania i czekam na wyniki. Niestety nic konkretnego lekarze w UK nie robią jeżeli przez rok nie możesz zajść w ciążę, wiec pozostaje nam czekać i mieć nadzieję.
No i jeszcze się przeziebilam. Śmieje się że niepotrzebnie psa adoptowalismy ( mój kaszel przeppmina szczekanie; )) i juz mnie cała klatka boli od kaszlu. Może przez to że mieliśmy ładna pogodę ostatnio i poszalalam chodząc z rozpieta kurtka i teraz mam za swoje.
Kolejna sprawą są mecze piłki nożnej. !!! juz półtorej godziny wyjedzamy z centrum i Bóg wie ile jeszcze to potrwa. Ta atrakcja spowodowana jest dzisiejszym meczem na stadionie United. Masakra.
Dobrze że mam internet w telefonie i książkę w torebce.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W koncu nadszedl weekend, czasodpoczynku i relaksu.
Dzisiaj poszlismy na urodzinowy obiad do tesciowej. Byla gora jedzenia I troche coast, wiec jak zwykle wracamy przejedzeni . Teraz czeka mnie jeszcze odrobienie oracy dodomowej, ktora przynioslam wczoraj z pracyi bedzie koniec obowiazkow na ten weekend.
Ten tydzien okazal sie dla mnie bardzo stresujacy i moje kochanie tez mi troche nerwow psuje dziesiaj, ale co zrobic z tymi facetami, tacy byli sa i beda.
Lece zajac she praca, go name planie obejrzec dzisiaj Forresta Gumpa, uwielbiam ten film,napelnia mnie optymizmem Zycze Wam udanego weekendu Kochani.
 

 
Hej wszystkim. Co u Was słychać? U mnie wszystko dobrze się układa, jesteśmy bardzo szczęśliwi
Mamy dużo planów na ten rok, ale zacznę może od początku.
W Nowy Rok weszłam z taką pompą, a zaczęłam się już bawić w poniedziałek przed Sylwestrem. Tego też dnia złapała mnie taka grypa żołądkowa, że rozstać się z nią nie mogłam przez tydzień. W tym czasie prawie zamieszkałam w łazience a z całym tamtym sprzętem przeszliśmy na ty ;D.
Do końca tego miesiąca kupujemy samochód, a raczej odkupujemy go od taty mojego misia. Myślą, że na początek nam wystarczy takie maleństwo.
A propo maleństwa to też jest planem na ten rok. Bardzo się nie mogę doczekać moje Kochanie zresztą też i mam nadzieje, że długo nie będziemy musieli długo czekać Trzymajcie kciuki.
Kolejnym wydarzeniem tego roku jest to, że dostałam awans w pracy. Istne szaleństwo. Ten rok się dopiero zaczął, ciekawe co będzie dalej. A jak u Was zaczął się ten rok?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Święta, święta i po świętach. To co dobre szybko się kończy. Przede mną jeszcze trochę wolnego. Do pracy wracam dopiero 2 stycznia .
Nastrój na szczęście już o wiele lepszy. Długa. i szczera rozmowa z moim Kochaniem dużo dała, wszystko sobie wyjasnilismy i jest bosko.
Przygotowania do świat przebiegły w szalonym tempie, rano do pracy w domu byłam dopiero ok 19,a po powiecie kucharskie szaleństwo.
Na szczęście ze wszystkim zdążyłam i wigilię spędziliśmy z rodzicami mojego ukochanego. Jak się można spodziewać ilość jedzenia była przerażająca i już dzisiaj rano mój żołądek odmówił posłuszeństwa po śniadaniu z treściami . Jutro w planach mamy wizytę u moich byłych wspòłlokatoròw, muszę jeszcze spakować prezenty i będę mogła odpocząć.
 

 
Jak wasze przygotowania do świat?
 

 
Święta czekają już za rogiem a ja w ogóle ich nie czuje. Choinka ubrana a radości brak. Brak mi moich wspollokatorow z nimi ten okres przed świąteczny był szalony i było w nim pełno radości.
 

 
Moi kochani. Trochę mnie nie było. Spowodowane było to kompletnym brakiem czasu i złym samopoczuciem. Czy jest lepiej? Raczej nie. Czasu jakby jeszcze mniej przez świąteczne przygotowania a samopoczucie też kiepskie.
Moje źle samopoczucie spowodowane jest ogromem obowiązków w pracy, dostałam awans ale co mi z tego awansu jak pracy więcej a zarobki takie same. Odnodze wrażenie, że ludzie w pracy nie traktują mnie poważnie przez moje problemy zdrowotne i to ich zachowanie zaczęło powodować że moje problemy zaczęły się bardziej pogłębiać, stare nawyki zaczęły powracać.
Na dodatek mój narzeczony mi nie pomaga ze swoim zachowniem i coraz częściej poważnie zastanawiam się nad tym zwiazkiem, czy ma on nadal jakiś sens. Nikt nie lubi jak ktoś wyladowywuje na nas swoje
frustrację i traktuje jak śmiecia. Tak więc na mich dłoniach można znowu dopatrzeć się zadrapań, palce są poranione, myśli krążą wokół śmierci... Mam takie dni gdzie moje ciało jakby mogło to by się nie ruszyło, płuco nie oddychalo a oczy wpatrywaly się w jeden punkt przez cały dzień. Przykro mi tylko, że mój facet nie widzi problemu w swoim zachowaniu i tylko groźbą wyprowadził zmienia coś, na chwilę: (.
 

 
Puk puk..
Kto tam?
To ja, wróciłam
 

 
Puk puk!!
Kto tam??
Tak, wiem rzadko tu jestem. trochę się działo. Najważniejsze z tego wszytkiego to.........
ZARĘCZYŁAM SIĘ!!!!!!!!!!!!!!!
WOOOHOOOOO
Istne szaleństwo. Zdjęcie dodam później, mam mełe problemy techniczne. Odpowiedź na pytanie czy było romantycznie?
Tak było, a przynajmniej on tak uważał . KOlejne pytnie, nie niepodziewałam się, chociaż pierścionek już wcześniej wybieraliśmy. Moje Kochanie i tak wybrał inny, i bardzo trafił w mój gust.
Następną sprawą jest remont . Bardzo się cieszyłam na niego ale zapał do pracy anglików jest podobny do tempa ślimaka...
Dzisiaj panowie właśnie wymieniają drzwi frontowe, ale i tak mieli to zrobić w poniedziałek. To nic,że specjalnie dla nich wzięłam urlop i byłam przez cały dzień przywiązana do domu bo codziennie słyszałam ,,W'll sort it out today Patricia don't panic "mhmmm.... ale koniec końców lepiej późno niż wcale. Tylko szkoda ,mojego wolnego.
Na samą myśł o moich doświadczeniach z Britih Gas aż mi skóra cierpnie!!! Umawiałam się z nimi na wizytę 30.08 około 9, specjanie nie poszłam do pracy a on do mnie dzwoni o 11, że nie da rady. Mysłe sobie spoko, móże się każdemu zdarzyć. Wiec umówiliśmy się na następną sobotę. Wiec znowu nie poszłam do pracy, a ten koleś znowu się nie pojawił!!!Z nerwem na maksa, aż mi z uszu para szła, dzwonię do ich biura i pytam co do k***y ma to znaczyć. W odpowiedzi usłyszałam, że pan zapomniał czy coś takiego. No i oczywiście znowu ustalili termin wizyty tym razem na wtorek. Tym razem pan się pojawił, nawet o czasie. Po wycenie wymiany boikera prawie przestałam oddychać. Liczyłam na max 2000 funtów, ale 3680!! do tego jeszcze będzie dodatkowy koszt kaloryfera.
Poki co to tyle na teraz resztę dopiszę później razem ze zdjęciami.
 

 
Kurczaki pieczone nie umyte!!!! Muszę się wziąć za siebie. Koniec leniuchowania i pora walczyć o swoje, nie można dłużej siedzieć z założonymi rękoma i czekać na cud, którego raczej nie będzie!!
yyyyy.... tak wiem brzmi to bardzo bojowo, ale nie wiem czy to przez nadejście lata czy może wewnętrzną potrzebę zmienienia czegoś tak mnie szarpie. Na dodatek mój mi nie pomaga za dużo, jest z typu: dużo mówi, mało robi
Przez ostatni czas dużo myślałam o przyszłości, o tym do czego chcę dojść, co robić. Na parę pytań nie znalazłam odpowiedzi,ale nic straconego może przyszłe doświadczenia przyniosą podpowiedź. Na parę odpowiedzi znalazłam, lecz nie wszystkie mnie zadowoliły. Właśnie nad tymi sprawami muszę popracować. Mam również świadomość tego, że pewnych rzeczy zmienić się nie da i trzeba je zaakceptować takimi jakie są i iść dalej.
Jedną ze spraw, które mnie męczą jest:
Czy to właśnie z tym facetem chce założyć rodzinę?
hmmmmm.... gdybym go nie kochała to z nim bym nie była, z drugiej strony on chyba nie wie na czym polega związek. Czasami zamiast mi pomagać, wręcz przeciwnie, dołuje mnie na maxa. Po mimo rozmów nic się nie zmienia co mnie trochę boli. Dla niego nie ma kompromisów. Wiem za to że był inny gdy go poznałam, ale coś się zmieniło. Może myśli, że już się nie musi starać bo jesteśmy razem i zawsze już będziemy?? A może po prostu udawał od samego początku i teraz wychodzi szydło z worka... Chce dużo osiągnąć, mam duże ambicje czasami trochę za duże ale lubię sobie udowadniać, że mogę coś zrobić i jestem wystarczająco silna aby osiągnąć cel, który sobie wyznaczyłam. Tylko coś mnie blokuje i rozprasza, może właśnie on?
Nie chcę tu nikogo obwiniać ale pochłania on dużo mojej uwagi, jego fochy, zmienne humory i dziwne milczenie spędza mi momentami sen z powiek i nie wiem czy to moja wina czy co.
Czasami się również zastanawiam czy to on ma problemy emocjonalne czy ja?? Może on powinie chodzić na moją terapię? Od pewnego czasu jego zachowanie sprawia, że wraca do mnie trochę złych nawyków i moi lekarze zaczynają się trochę martwić o to, ja zresztą też. Teraz muszę myśleć o sobie i o swoim zdrowiu nie tylko fizycznym ale i również duchowym. uffffff......
  • awatar MojeMalenstwo: Ja się zgadzam najpierw TY potem on. Oj ci faceci ..... a lepiej już nic nie mówie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Następnie przyszła wiosna a razem z nią prace w ogrodzie, które do łatwych nie należały, bo Pani która wcześniej tu mieszkała nie zaprzątała sobie nim głowy. I tak jest dużo do zrobienia ale na to potrzeba jest więcej czasu.
Wraz z pracami ogrodowymi nastał czas fochów, fochów mojego mężczyzny . Błędem jest określone, że to my kobiety jesteśmy w tym mistrzyniami.
Widząc naburmuszoną minę mężczyzny który na pytanie co się stało z wielkim dąchem odpowiada nic i ma jeszcze większego focha to aż mi ręce opadają. Na dodatek nerwy na sytuacje ,,bo ktoś stoi przed nami w kolejce" albo ,,znowu będziemy później w domu przez ten korek". Moja odpowiedź na to brzmi STRASZNE DRODZY PANOWIE!!Najbardziej rozśmieszyła mnie sytuacja kiedy to mój luby po powrocie do domu chcąc abym odpoczęła po pracy stwierdził, że lunch na następny dzień kupimy w sklepie rano. Dla mnie świetnie, ale za to co było rano?? Pije sobie spokojnie kawę a tu wpada misiek z wielkim nerwem i pyta:
- gdzie jest lunch na dzisiaj?!
yyyyy......wiec go najdelikatniej w świecie uświadomiłam o tym co wczoraj zadecydował na co on
-aha
i poszedł. Tak wiec powiedziałam mu, że w razie potrzeby tampony są z łazience w szafce
 

 
Tak więc, trochę mnie tu nie było ale i trochę się działo od przeprowadzki.
Krótko po wprowadzeniu miałam zaszczyt poznać rodziców mojego mężczyzny. Spotkanie to było całkowicie nieplanowane i przypadkowe, ponieważ Marcin chciał abym poznała teściów jak będę gotowa. Za to spotkaliśmy się w sklepie, po czym niczym prawdziwa gospodyni ;P zaprosiłam ich do nas na kawę. Zaproszenie przyjęli z ochotą Podczas tego spotkania dowiedziałam się, że są to bardzo sympatyczni i ciepli ludzie, z którymi dużo mnie łączy, między innymi z mamą mojego kochanie pasja do książek, a z tatą pieczenie słodkości . Fakt stresu było co nie miara i dowiedziałam się, że mój kochany jednak potrafi się ograniczyć z wulgaryzmami!!! Następnie były święta, które spędziliśmy u rodziców mojego, mieliśmy w lany poniedziałek jechać do moich byłych współlokatorów, ale teściowa tak mnie napakowała jedzeniem, że później przez 2 dni nic nie jadłam i miałam odruch wymiotny jak widziałam jedzenie...nice ale czas spędziliśmy bardzo miło, panowie oczywiście oglądali mecz a my sobie plotkowałyśmy
 

 
Tak dwa dni temu zaczęłam nowy rozdział mojego życia z moim mężczyzną. Nie ukrywam, że trochę się tym krokiem denerwowałam, jesteśmy dopiero ze sobą 3 miesiące, ale nie ma przecież na co czekać. Do odważnych świat należy.
Piątek był dla mnie bardzo męczącym dniem, na dodatek druga połowa dnia nie rozpieściła nas z pogodą. Rano wybrałam się do pracy, tak nasze obowiązki służbowe skończyliśmy o 12 i wszyscy wybraliśmy się na imprezę integracyjną organizowaną w czasie pracy przez mojego szefa. To jest duży plus firmy w której pracuje, co 3 miesiące mamy spotkania, kolacje firmowe aby się zintegrować.
Tym razem ja musiałam się tym razem zwolnić po godzinie bo miałam umówione spotkanie z doradcą. Później dowiedziałam się, że moja drużyna wygrała, wiec w poniedziałek będą na mnie czekać czekoladowe jajeczka i króliczki jupiiiiii.
Po tym spotkaniu które trwało do 16 leciałam do starego domu posprzątać mój były pokój, rano mój kochany zabrał z panem od przeprowadzek moje graty, wiec o to już nie musiałam się martwić
Następnie, czekałam w deszczu jakieś 30 minut na autobus do naszego domu tam czekała na mnie kolacja i ciepły kocyk oraz mój M.
Sobota wyglądała trochę leniwie. Rano wstaliśmy, przyjechała lodówka którą kupiłam, następnie wybrałam się do miasta na lunch i małą lampkę wina z przyjaciółką, a mój facet poszedł na mecz. Zaszłam jeszcze do sklepu i kupiłam parę rzeczy do kuchni i po powrocie zaczęłam rozpakowywać swoje rzeczy.
Wieczorem byłam tak zmęczona, że o 9 poszłam już spać.
Dzisiaj mam w planie mały jogging po parku koło domu i dokończenie pakowania. Wczoraj okazało się, że zapomniałam jeszcze paru rzeczy wziąć i będę musiała podjechać tam jutro i wziąć te rzeczy. Przy okazji pobawię się z maleństwem i poplotkuje trochę ze współlokatorami
Weekend był pracowity ale mi to nigdy nie przeszkadzało